NAWIGATOR

Dlaczego?

Rola i miejsce cmentarzy

Rys geograficzny

Wojna

Odział Majora Brocha

Polacy a Broch

Stan prawny

Losy cmentarzy

Galeria

AUTOR


MAIL TO ME

GG: MOJE GG

O MNIE

POLECAM

 www.rajbrot.ovh.org

www.dekorcer.ovh.org

 

 

POLACY A BROCH

 Cmentarze wojenne w Małopolsce nie są może obiektami o wysokiej wartości artystycznej. Stanowią jednak ze względu na czas powstania pewną jednolitość koncepcyjną, a jednocześnie poprzez różnorodne podejście twórców do problemu tworzą najciekawszy chyba przykład wojennej sztuki sepulkralnej nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Akcja budowy cmentarzy budziła spore zainteresowanie. Wkrótce po wybuchu wojny wielu architektów zarówno w Austro - Węgrzech jak i w Niemczech zajęło się tym problemem. Tworzono liczne prace studyjne, wydawano publikacje. M.in. wydany w Wiedniu w 1915 roku zbiór projektów „Soldatengraber und Kriegsdenkmale” wywołał w Galicji niepokój nad zalewem obcych form i obawę, że „zalecana tam teoryja tworzenia grobu żołnierza może znaleźć w kraju echo [...]”. także w związku z tymi obawami w 1916 roku zorganizowany został wśród polskich trwórców konkurs na projekty nagrobków na mogiły pojedyncze i zbiorowe oraz uporządkowanie juz istniejących cmentarzy. Inicjatorami konkursu były: Towarzystwo Polska Sztuka Stosowana i ugrupowanie Warsztaty Krakowskie. Poparcia udzieliło Muzeum Techniczno - Przemysłowe w Krakowie (finansowego), a później również Związek Towarzystw Ochrony Piękności Kraju, który ufundował dwie dodatkowe nagrody dla nagrobków przeznaczonych dla Legionistów. Konkurs przyniósł wiele oryginalnych, wyrosłych z polskiej tradycji prostych w formie i ornamentyce projektów, do których natchnienie czerpano często z przydrożnych krzyży czy kapliczek. Nagrody i wyróżnienia zdobyli: Karol Stryjeński, Bogdan Tretter, Józef Kaban, Romuald Gutt, Józef Seredyński, Jakub Lew, Zygmunt Harland. Mieczysław Rzepecki, Jan Gumowski i Stefan Wąs. Rezultatem konkursu było wydawnictwo „Nagrobki” zawierające 20 nagrobnych prac. Zabrakło jednak ich realizacji - złożyły się na to różnorakie powody - m.in. już w trakcie trwania konkursu władze wojskowe zdecydowały, że nie pozostawi się samotnych mogił na dawnych terenach walk, lecz będzie się je ekshumować i zakładać większe nekropolie. O niepowodzeniu zadecydowała też niechęć Komendy Wojskowej do korzystania z „obcych” projektów. W rezultacie budowane cmentarze stały się więc odbiciem kultury i norm etycznych Niemiec i Austro - Węgier. Realizowano obiekty przeważnie monumentalne, dominujące w krajobrazie o formach zdecydowanie obcych naszej rodzimej tradycji. Jak to określili autorzy „Nagrobków” - „[...] Strachy kamienne, dziwaki z betonu i łamańce z żelaza stawiane naprędce, nieprawda żeby tanie, wyrastają zbyt liczną gromadą na naszych cmentarzyskach”[1]. 

Zarzuty wysuwane przez elity społeczeństwa polskiego nie były kierowane przeciw samej idei czczenia poległych żołnierzy jako bohaterów, a co za tem idzie - grobu dla każdego żołnierza, czy też koncepcjom przestrzennego komponowania mogił na polach walk. Chodziło głównie o „pruski czy teutoński duch” obiektów, ich skalę oraz sposób narzucania społeczeństwu polskiemu tego przedsięwzięcia. Niebagatelną przyczyną niechęci polskich środowisk artystyczno - rzemieślniczych do grobownictwa wojennego było ich całkowite odsunięcie od spraw projektowo - wykonawczych. I środowiska te miały zapewne rację - architektura ta powstawała przecież na ziemiach polskich, co wyraża motto do publikacji „Nagrobki”: „jest naszym prawem, a zarazem naszym obowiązkiem żołnierzy poległych na naszej ziemi uczcić własnymi siłami i własną sztuką. Nasi rzemieślnicy z krajowych materiałów, podług wzorów polskich artystów, powinni zbudować to wielkie cmentarzysko w Polsce. Niech na nim zakwitnie praca polskich rak i polskiego ducha”[2]. Dodać jednak należy, że w oddziale majora Brocha działało kilku Polaków, m.in.: Jan Szczepkowski, Alfons Karpiński, Henryk Uziembło, Rudolf Czerny, Stanisław Żarnecki, Józef Baruch, Stanisław Klimowski czy Artur Markowicz. Tworzyli oni jednak w ramach formacji wojskowej, będącej poza polskim środowiskiem. Przypuszczalnie z tego powodu ich prace często krytykowano. Być może dlatego też cmentarz na górze Pustki w Łużnej projektu Jana Szczepkowskiego kończył Dusan Jurković.

Ilustracją tych poglądów mogą być następujące wypowiedzi. W 1916 roku tak pisał ksiądz Gerard Kowalski - propagator i obrońca narodowego krajobrazu:

„(...) nie możemy bronić nikomu, gdy zechce groby swych bohaterów przyozdobić według swego narodowego czy religijnego uczucia czy przekonania. Uważamy jednak, że mamy prawo żądać od tych, którzy cmentarze wojenne dla swych bohaterów na naszej ziemi stawiać będą, aby się liczyli ze zdaniem gospodarzy tej ziemi a zarazem stróżów tych grobów. Żądamy zatem, aby przy projektowaniu wielkich cmentarzy, nagrobków i pomników wojennych liczono się z krajobrazem naszym i charakterem naszej rodzimej kultury (...) O ile zatem poważniej wygląda cmentarzyk wojenny zatknięty dziesiątkami krzyżyków drewnianych od projektowanych parków i skwerów z pretensjonalnymi pomnikami mającymi przypominać mauzolea, piramidy czy kolumny klasyczne. Krajobraz Polski nie nadaje im dobrego tła, a słońce polskie nie zalewa ich dostatecznym światłem (...)”[3].

Trzy lata później, po minionej I wojnie, architekt Roman Feliński napisał:

„(...) były rząd już w czasie wojny rozpoczął na ziemi naszej tworzenie <<monumentalnych>> cmentarzy z pomnikami, a wystawy różnych <<Kriegerfriedhofe>> i <<Kriegerdenmaler>> wykazały, iż krajowi naszemu, naszym polskim, wiejskim okolicom grozi zalew pomników niemieckiego smaku i ducha. Co gorsza, tym cmentarzom rzadko udaje się dążenie do monumentalności (...) Poznajmy okolice Brzeska, Jasła, Gorlic, Wirchnego, Orłówki, Sącza itd. Jakże nieszczęśliwie ozdobione zwałami ciosów lub piramidami obelisków, budyneczków o najdziwniejszych kształtach, na których tylko dorzucone krzyże tu i ówdzie wskazują, że to nie przystanki kolejowe (...) Prawda, że nie mieliśmy najmniejszego wpływu wtenczas, praca nad nagrobkami była jednym z szeregu wojskowej administracji, która naprawdę nie bawiła się w sentymenta, ale po cóż ten cały nakład pracy, materiału i siły roboczej”[4].

W dalszym ciągu swoich wywodów proponuje nawet „(...) kasatę całości lub części tych dziwolągów, aby nasz kraj uwolnić od obcego piętna”[5]. Należy tu chyba wspomnieć, iż znał realizację jedynie z fotografii, dlatego też jego wywody uznałbym za niewiele znaczący głos w dyskusji. Jednakże wagi przydaje im fakt publicznego opublikowania.

Podobną, zdecydowanie negatywną ocenę cmentarzy wojennych sformułował Tadeusz Szydłowski (podczas wojny pełnił funkcję Konserwatora Zachodniej Galicji). Napisał m.in.:

„Rządy wojskowe (...) również do spraw sztuki uważały się za kompetentne i dorosłe. (...) Odkomenderowano tylu i tylu, niezdolnych do służby na froncie, malarzy, architektów, rzeźbiarzy (...) bez względu na to, czy który o zadaniach i sprawach sztuki monumentalnej miał jakieś pojęcie (...). Na tej drodze mogła powstać tylko licha wojenna namiastka (Ersatz) sztuki. Do zakładania cmentarzysk wojskowych w Galicji wzięli się (...) Niemcy, Czesi, Węgrzy, Chorwaci, a najmniej mieli do powiedzenia artyści polscy, na których ziemi ojczystej powstawały te mogiły. Nasze uczucia, nasze dążenia nie były w ogóle brane w rachubę. zrodzić się musiały przede wszystkim dzieła obce, z naszą polską sztuką, z naszym rodzinnym krajobrazem nie mające nic wspólnego (...) Olbrzymia większość wojskowych cmentarzy (...) nie tylko, że jest nam duchowo obca, lecz zarazem szpeci nasz kraj banalnością i brzydotą (...), jakieś dziwaczne ogrodzenie, w nim najróżnorodniejsze pomysły pseudomonumentalne, jakieś obeliski, mauzolea, budowle najdziwaczniejszych kształtów (...) Wyrzeźbione są niemieckie hełmy, austriackie czapki, różne emblematy wojenne, herby monarchii itp. w sposób nie mający nic wspólnego ze sztuką. Banalność motywów, nieumiejetność ich ujęcia dochodzi czasem do granic ostatecznych (...)”[6].

Jedynie realizacje Jana Szczepkowskiego znajdują uznanie w oczach krytyka.

Dlaczego jednak krytykowano austriackie cmentarze wojenne ? Większość opinii formułowano apriorycznie: źle, bo sztukę tę wprowadzają na naszą ziemię obcy, Polak lepiej czuje specyfikę lokalną, polski pejzaż, tradycje artystyczne. Wojna (austriackie rządy wojskowe) zlikwidowała autonomię Galicji, a akcja budowy cmentarzy była uznana za inicjatywę zewnętrzną, w dodatku obcą i narzuconą. Także opisywane już ignorowanie polskiej myśli i pracy, a także sztuki i rękodzieła było okolicznością odstraszającą. Wszak to one (zgodnie ze wskazaniami Norwida) miały odnowić naród i społeczeństwo, te bowiem idee były bliskie młodopolskim kręgom artystycznym. Nie zwracano zupełnie uwagi na całość oryginalnej koncepcji ideowej, na bogatą otoczkę artystyczno - literacką (odczytywaną jednostronnie jako propagandę), nie rozpoznano całości koncepcji.

Negatywne oceny cmentarzy i tworzących je austro - wegierskich służb grobownictwa pogłębiały pogarszające się ogólne stosunki polsko - austriackie pod koniec wojny. Prace przy cmentarzach uznano za działania obcego reżimu, który budował jak chciał groby dla swoich bohaterów na „naszej polskiej ziemi”. Ten oto motyw pojawił się w wielu publikacjach, nie wróżąc niczego dobrego przyszłości owych dzieł architektury sepulkralnej. Skrajnych bowiem ocen nie zweryfikowano ani na końcu wojny, ani też po jej zakończeniu. Pozostały jako „strachy kamienne, dziwaki z betonu, łamańce z żelaza, stawiane naprędce”.

Zweryfikował owe oceny czas - dziś w dobie standardowych, grozę budzących koszmarków z lastrika gładzonego stawianych jeszcze prędzej, owe „dziwaki” stają się czymś odmiennym, budzącym zainteresowanie, ciekawym często elementem naszego krajobrazu. Wrosły już w pamięć i świadomość ludzi. W pamięci nawet najstarszych mieszkańców przycmentarnych miejsc były tam prawie od zawsze. Z otoczeniem, pomogła zunifikować je przyroda - roślinność, o której zasadzenie zadbano. Odwdzięczyła się upiększając i nadając owym miejscom dodatkowy smak tajemniczej niezwykłości.

Skalę zaś talentu twórców zachodnogalicyjskich nekropolii wojennych zweryfikowały ich późniejsze kariery: po wojnie niektórzy z nich byli czołowymi artystami swych krajów, profesorami akademii, etc.


[1] Nagrobki, Wydawnictwo pokonkursowe, [cyt. za J.Szubert, Austriackie ... s.30]

[2] Nagrobki, Wydawnictwo pokonkursowe, [cyt. za J.Szubert, Austriackie ... s.31]

[3] Ks. G.Kowalski O.Cist. , O naszą kulturę. Uwagi o odbudowie kraju i ratowaniu zniszczonych wojną zabytków, s.25

[4] R. Feliński, Pomnik wojny i zmartwychwstanie Polski, s.6

[5] R. Feliński, Pomnik wojny i zmartwychwstanie Polski, s.6

[6] T.Szydłowski, Ruiny Polski, s.189